Personalny Trening Kolarski Konrad Kopczyński

Kolarze amatorzy nie potrzebują planu treningowego. Potrzebują opieki.

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie rzecz, którą słyszę właściwie od lat. Ktoś mówi, że nie potrzebuje trenera, bo przecież plan treningowy możnaaa znaleźć w internecie. Dzisiaj jest to jeszcze prostsze, bo mamy aplikacje, gotowe plany, różnego rodzaju platformy, a w końcu sztuczną inteligencję, która w kilka sekund może rozpisać nam trening na cały tydzień czy nawet kilka miesięcy.

I trudno się z tym nie zgodzić. Jeżeli rolę trenera sprowadzimy wyłącznie do układania planu treningowego, to rzeczywiście można zacząć zadawać sobie pytanie, po co właściwie ten trener jest potrzebny.

Tylko że dla mnie układanie planu jest jedną z najprostszych rzeczy w całym procesie prowadzenia zawodnika. Oczywiście trzeba mieć wiedzę, doświadczenie, rozumieć fizjologię, wiedzieć, jak dobierać obciążenia i jak planować cały proces. Nie chcę tego w żaden sposób umniejszać. Natomiast sam fakt, że potrafimy wpisać zawodnikowi odpowiednie interwały we wtorek, trening tlenowy w środę, wolne w czwartek i dłuższą jazdę w weekend, nie oznacza jeszcze, że potrafimy tego zawodnika prowadzić.

Przez lata pracy miałem i w dalszym ciągu mam tę przyjemność i możliwość trenowania bardzo różnych ludzi. Od zawodników elity, przez mastersów, ambitnych amatorów, po osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kolarstwem i przygotowują się do pierwszych zawodów. Oczywiście potrzeby tych ludzi są zupełnie inne. Inaczej wygląda życie i trening zawodnika elity, a inaczej człowieka, który ma pracę, rodzinę, dzieci i próbuje znaleźć w tym wszystkim czas na rower. Jest jednak coś, co ich łączy. Jeżeli przychodzą do treneraa, to zazwyczaj dlatego, że chcą się rozwijać. Chcą być lepsi niż byli wcześniej i oczekują, że ktoś pomoże im znaleźć właściwą drogę.

I właśnie tutaj dla mnie zaczyna się prawdziwa praca trenera.

Zawodnika trzeba przede wszystkim poznać. Trzeba z nim rozmawiać i słuchać tego, co mówi. Z czasem trzeba też nauczyć się słyszeć rzeczy, których nie mówi wprost – a nie każdy ma taką “umiejętność”. Patrzęe oczywiście na trening, analizuję liczby, moc, tętno, obciążenie, regenerację, ale za tym wszystkim jest przecież człowiek. Człowiek, który ma lepsze i gorsze dni, który pracuje, czasami źle śpi, ma stres, problemy, rodzinne problemy i całą masę rzeczy, których nie pokaże nam żaden wykres.

Dlatego bardzo często moja praca wcale nie polega na dokładaniu treningu. Czasami jest dokładnie odwrotnie. Widzę, że zawodnik zaczyna przesadzać i wtedy trzeba mu powiedzieć, żeby zwolnił – wiem, to się zbyt dobrze nie sprzedaje 🙂  Czasem trzeba zmienić trening na spokojną jazdę w tlenie, czasem skrócić jednostkę, a czasami powiedzieć wprost, żeby tego dnia w ogóle nie wsiadał na rower.

Co ciekawe, dla części ambitnych amatorów wykonanie bardzo ciężkiego treningu nie jest największym problemem. Znacznie trudniejsze jest zaakceptowanie tego, że dzisiaj mają zrobić mniej – zgodzicie się ze mną? Zawodnik jest zmotywowany, chce się poprawiać, widzi cel i wydaje mu się, że każda dodatkowa godzina albo każdy kolejny mocny trening przybliża go do tego celu. I właśnie wtedy potrzebny jest ktoś z boku, kto potrafi powiedzieć: wystarczy, teraz odpocznij, czujesz się świetnie, nie zepsujmy tego, przysłowiowo – “jedźmy już do domu i odpoczywajmy”

To również jest trening. A właściwie to właśnie jest prowadzenie zawodnika.

Podobnie wygląda to po zawodach. Oczywiście możemy otworzyć plik, przeanalizować moc, zobaczyć, gdzie zawodnik stracił, gdzie przekroczył próg, gdzie pojechał za mocno albo za słabo. Tylko że bardzo często najważniejsza część analizy zaczyna się dopiero później, podczas rozmowy.

Pamiętam wiele takich sytuacji, kiedy patrząc na przebieg wyścigu wiedziałem, że fizycznie zawodnik był przygotowany do czegoś więcej. I wtedy zamiast powiedzieć mu, co zrobił źle, wolę zapytać, dlaczego w konkretnym momencie nie podjął decyzji. Czego się obawiał? Dlaczego nie pojechał za atakiem? Dlaczego nie uwierzył, że jest w stanie utrzymać koło albo samemu zaatakować?

To są rozmowy, których nie da się wpisać do planu treningowego. Zresztą zależy mi na tym, żeby zawodnik z czasem sam potrafił dochodzić do takich wniosków. Nie chcę, żeby osoba, którą prowadzę, była wyłącznie wykonawcą poleceń. Trener napisał pięć razy pięć minut, więc robię pięć razy pięć. Trener napisał trzy godziny, więc robię trzy godziny. Według mnie w dłuższej perspektywie nie o to chodzi.

Zawodnik powinien coraz lepiej rozumieć siebie. Powinien wiedzieć, dlaczego wykonuje określony trening, nauczyć się oceniać własne samopoczucie i wyciągać wnioski z tego, co wydarzyło się na zawodach. Rolą trenera jest oczywiście naprowadzać go na pewne rzeczy, ale nie zawsze dawać mu od razu gotową odpowiedź. Czasami zdecydowanie więcej daje rozmowa, podczas której zawodnik sam dochodzi do tego, co zrobił dobrze, co mógł zrobić lepiej i co następnym razem zrobi inaczej.

I tutaj jest jeszcze jedna rzecz, którą uważam za bardzo ważną. Analiza nie może polegać wyłącznie na szukaniu błędów. Łatwo jest po zawodach znaleźć pięć rzeczy, które można było zrobić lepiej. Znacznie rzadziej wracamy do tego, co zawodnik zrobił dobrze.

A przecież czasami trzeba przypomnieć mu sytuację sprzed pół roku czy roku i powiedzieć: zobacz, wtedy w podobnym momencie nie byłeś w stanie tego zrobić, a dzisiaj zrobiłeś to bez problemu. Wtedy odpuściłeś, a dzisiaj podjąłeś właściwą decyzję. Wtedy brakowało Ci pewności siebie, a teraz zachowałeś się zupełnie inaczej.

Zawodnik żyje kolejnym treningiem i kolejnym wyścigiem, dlatego nie zawsze zauważa, jak bardzo zmienił się przez ostatnie miesiące czy lata. Trener ma tęee przewagę, że pamięta tę historię i może ją zawodnikowi pokazać. To również buduje pewność siebie, a ona w spoporcie jest czasami równie ważna jak kilka dodatkowych watów.

Dlatego trochę nie przekonuje mnie krótkoterminowe podejście do treningu, w którym najważniejsze staje się szybkie poprawienie parametrów. Możemy zrobić mocny blok, podbić VO2max, poprawić FTP i po kilku tygodniach pokazać zawodnikowi świetne liczby. Oczywiście, że fajnie jest widzieć progres i sam również chcę, żeby moi zawodnicy byli mocniejsi. Tylko mnie interesuje jeszcze to, co wydarzy się z tym człowiekiem za rok, dwa czy trzy lata.

Być może właśnie dlatego z wieloma zawodnikami pracuję od bardzo dawna. Z czasem znam ich coraz lepiej, wiem, jak reagują na poszczególne bodźce, ale poznaję też ich charakter. Wiem, kiedy zawodnika trzeba trochę popchnąć, kiedy potrzebuje rozmowy, a kiedy należy go zatrzymać, nawet jeżeli on sam bardzo chce trenować.

Dlatego uważam też, że trener powinien czasem spotkać się ze swoim zawodnikiem, pojechać z nim na rower, zobaczyć go w treningu, porozmawiać niekoniecznie przez komunikator czy komentarz pod wykonaną jednostką. Dla mnie to jest bardzo ważne, bo pracuję z człowiekiem, a nie z kontem w aplikacji treningowej.

Z tego wszystkiego z czasem tworzy się relacja i zaufanie. Zawodnik zaczyna rozumieć, dlaczego podejmujemy określone decyzje, widzi swój rozwój i przede wszystkim wie, że ktoś nad tym procesem czuwa. Nie musi za każdym razem zastanawiać się, czy przypadkiem plan znaleziony gdzieś w internecie nie byłby lepszy. Jeżeli widzi progres i rozumie drogę, którą wspólnie idziemy, zaczyna temu procesowi ufać.

I chyba właśnie słowo “opieka” najlepiej opisuje to, czym według mnie powinno być prowadzenie zawodnika.

Plan treningowy oczywiście jest częścią tej opieki i zawsze nią będzie. Tylko że jest narzędziem, a nie istotą całej pracy. Można mieć świetnie napisany plan i źle prowadzonego zawodnika. Można też zmienić połowę zaplanowanych treningów, ponieważ życie i organizm zawodnika powiedziały nam coś zupełnie innego, niż zakładaliśmy kilka tygodni wcześniej, i właśnie dzięki temu poprowadzić go dobrze.

Po wielu latach pracy coraz mocniej widzę, że najważniejsze nie jest to, co trener potrafi wpisać zawodnikowi do kalendarza. Ważniejsze jest to, czy potrafi go słuchać, obserwować, wyciągać wnioski, czasami zmotywować, czasami zatrzymać, a przede wszystkim sprawić, żeby sam zawodnik z każdym kolejnym sezonem wiedział o sobie coraz więcej.

W miniony weekend miałem zresztą kilka kolejnych powodów, żeby pomyśleć, że takie podejście po prostu działa. Zawodnicy, z którymi pracujemy od dłuższego czasu, osiągnęli naprawdę fajne wyniki. Nie chcę jednak wrzucać tego tutaj na siłę, bo zasługują na osobny tekst i o tym napiszę pod koniec tygodnia.

Dzisiaj chciałem zwrócić uwagę tylko na jedną rzecz. Jeżeli ktoś mówi mi, że nie potrzebuje trenera, ponieważ plan treningowy może znaleźć w internecie, odpowiem: oczywiście, że może.

Bo dobry trener nie jest od tego, żeby dać Ci plan. Jest od tego, żeby Cię prowadzić.